Latarnie rtęciowe to bezapelacyjnie symbol okresu PRL. Ich debiut na rodzimym rynku, nastąpił jeszcze w latach 60. XX w.. Przez kolejne dekady, oświetlenie rtęciowe stawało się głównym źródłem światła ulicznego oraz parkowego. Choć pierwsze modernizacje oświetlenia na źródło sodowe, nastąpiły już pod koniec lat 70., lampy rtęciowe były wszechobecne do lat 90.. W przypadku Łodzi, pierwsze wielkoskalowe procesy wymiany opraw ulicznych na sodowe, datować można na 1994 rok; przy czym proces ten zdecydowanie przyspieszył w kolejnych latach aż do około 1999 roku. Przez kolejne lata, rtęciowe oprawy oświetlenia ulicznego były również sukcesywnie eliminowane. Mimo tak złożonej historii, w dalszym ciągu występują miejsca gdzie nowoczesnego typu aparatura oświetlenia nie sięga.
Takim klimatycznym miejscem, jest Park imienia ks. bp. Michała Klepacza, położony w rejonie Politechniki Łódzkiej, a także stanowiący własność owej uczelni. Choć sam park wyposażony jest w oświetlenie sodowe, na jednym jego krańcu od wielu lat znajduje się pojedynczy słup żelbetowy, z dwiema oprawami typu OUR 125. Ze względu na brak odpowiedniego okablowania w słupie, latarnie te są nieczynne. Stanowią jednak ważny ślad ówczesnych rozwiązań technicznych. Oprawy OUR zagościły na rynku w połowie lat 60., a ich produkcja trwała przez następne dwudziestolecie. Początkowo produkowane były przez zakłady CWEER Kraków, a następnie przez Zakłady Metalowe MESKO w Skarżysku-Kamiennej. Przeznaczone były do lamp sodowych o mocy 125W, sama konstrukcja wykonywana była z wysokociśnieniowego odlewu stopu aluminium. OURy w większej ilości, pojawiły się w Łodzi w latach 70. i początkowo związane były z oświetlaniem nowopowstałych uliczek osiedlowych. Stosowano je również do oświetlania parków oraz skwerów. Z biegiem lat, OURy zaczęły być sukcesywnie wypierane przez nowsze modele. Ostatnie czynne oprawy tego typu, wyeliminowano na skutek modernizacji oświetlenia w latach 2017-2020. Znajdujący się duet w Parku im. Klepacza, to doskonały ślad dawnego świata - świata którego już nie ma.
Komentarze
Prześlij komentarz